Cóż... Trochę czasu minęło ponownie. Zmienił się również mój wiek (czuję się powoli stara) co oznacza także, że w międzyczasie i Myśli Lnu przeżywały swoje urodziny. Koniec paplaniny! Oto kolejna część Alicji ;)
Mijały dni i miesiące. Za oknem wirowały płatki śniegu. Alicja leżała na łóżku wraz z kubkiem kawy i notesem, w którym zapisane były dwie strony. Od poniedziałku rozpoczynają się ferie zimowe co oznacza że przez pół roku jej śledztwo nie ruszyło ani trochę do przodu. Jedynym jej źródłem informacji były wspólne lekcje i (o dziwo) Weronika. Założyła słuchawki. Nickelback " Lullaby". Przydałby mi się sen - pomyślała i w tym momencie usłyszała dźwięk dzwonków oznaczającego SMS.
"Pamiętaj dziś o 18 do Klaudii. Wera".
Spojrzała na zegar. Była już 15:47. Przyda jej się jakieś wyjście bo chyba zwariuje w domu. Zeszła do kuchni gdzie przywiódł ją zapach kopytek w ciemnym sosie. Jej mama stała przy kuchence. W tym roku kończyła 40 lecz na jej twarzy nie było ani jednej zmarszczki. Pracowała całymi nocami w szpitalu jako pielęgniarka i mimo tego na jej twarzy nigdy nie dało się zauważyć zmęczenia a z jej ust rzadko kiedy można było usłyszeć jakiekolwiek narzekanie. Obecnie ich dom zamieszkiwały tylko trzy osoby. Alicja, Marta oraz matka Kinga. Najstarsza z córek Garczyków, Marianna wyprowadziła się pół roku temu ze swoim chłopakiem. Ojciec wyjechał do Norwegii za pracą i rzadko się z nim widywali lecz mimo wszystko nie żyło im się najgorzej. Jedynym ich problemem był brat pani Garczyńskiej , Piotr. Cały czas domagał się większej części spadku po babce. Znowu wpadł w długi i popada w alkoholizm. Mimo że cała rodzina starała się m u pomóc nikogo nie słuchał. Pojawiał się raz na jakiś czas i robiła awantury.
- Pamiętasz o tym, że dziś wychodzę?- zapytała Alicja.
-Tak tylko wróć przed 11 bo nie chcę aby Marianna musiała wracać do siebie tak późno. Znowu zepsuł się ich samochód a dobrze sama wiesz jak to jest z autobusami. A i wracaj z kimś razem. Wtedy będę spokojniejsza.
- Jak zawsze, Mamuś.
-Bierz już lepiej obiad i zawołaj Martę na jedzenie.
- Jasne.
Wróciwszy do pokoju Alicja przebrała się w białą bluzkę w delikatny kwiecisty wzorek i do tego ciemne rurki. Długie włosy zaczesała w kłos i migiem nałożyła makijaż. Gdy była już gotowa zadzwonił dzwonek do drzwi. Razem z Weroniką wsiadły do 174 i ruszyły do Głównego na elbląską.
Na zabawie pojawiło się wielu jej znajomych, a wśród nich Aleks i jego przyjaciel Leo. Weronika prawie od razu znikła w tłumie zostawiając Alicję przy wejściu. Ta zabrała jednego drinka z tacy i usiadła na kanapie wraz z koleżankami. Po jakichś 4 godzinach zorientowała się że Werka wróciła już do domu i zostawiła ją samą.
-No cóż pora się już zbierać.
Pożegnała się z Klaudią i ruszyła w stronę wyjścia z grupą imprezowiczów. Niestety ledwo po zejściu że schodów zauważyła że nie zabrała torebki. Szybko po nią wróciła lecz grupa już dawno gdzieś zaginęła. Wtuliła się w kurtkę lecz cały czas miała wrażenie że ktoś ją obserwuje. Gdy stanęła na światłach ktoś pociągnął ją w tył za kurtkę.
-Dawaj mi kasę bo popamiętasz. I tak należy do mnie .
Oczom Alicji ukazała się twarz wuja.
-Nic nie mam. Daj mi spokój.
Było czuć od niego alkohol. Alicja szarpnęła się jak tylko najmocniej umiała i zaczęła biec ze łzami w oczach. Było jej go naprawdę szkoda, ale też się go panicznie bała. Wiedziała że kiedyś trenował sztuki walk i gdyby nie to, że był pijany nie udało by jej się wyrwać.Wciąż słyszała jego krzyki i wiedziała, że on też biegnie. Potknęła się i padła jak kłoda na ziemię pokrytą breją. Nie, musi wstać.Kuśtykając dalej próbowała uciec. Zamknęła oczy i próbowała obmyślić dalszą trasę. Jej w głowie również szumiał alkohol. Nagle wpadła na kogoś znowu się przewracając. Jej oczom ukazali się Leo i Aleksander. Krzyki ucichły zgubiła go.
- Nic ci nie jest? - pierwszy spytał Leo podając jej rękę.
- Nie - lekko wykrztusiła. Lecz gdy tylko wstała i poczuła ból w nodze, z jej ust wydobył się pisk. Pod prowadzili ją do najbliższej ławki i pomogli usiąść. Gdy Aleks pochylił się nad jej nogą aby ją obejrzeć. Leo znowu pytał:
- Przed czym tak uciekałaś A....?
Alicja prychnęła.
-Wiem że rozmawiałam z wami tylko raz ale imię osoby którą widuję się prawie codziennie powinno się pamiętać Leo?
-Alicja?!? Nawet ciebie nie poznałem wyglądasz jakbyś przeżyła w jakimś buszu tak z miesiąc. Naprawdę widać, że masz dziś szczęście. Jak tam jej noga stary ?
-Cała obdrapana i spuchnięta. Przydałby Ci się okład. Coś ty robiła?
Alicja przymknęła oczy i odpowiedziała cicho:
- Wystraszyłam się ptaka. To tyle.
Mimo oczywistego kłamstwa nikt o nic nie dopytywał.
-Trzeba ci pomóc wrócić do domu. Poczekaj chwilę zaraz tu będzie nasz transport.
Mijały dni i miesiące. Za oknem wirowały płatki śniegu. Alicja leżała na łóżku wraz z kubkiem kawy i notesem, w którym zapisane były dwie strony. Od poniedziałku rozpoczynają się ferie zimowe co oznacza że przez pół roku jej śledztwo nie ruszyło ani trochę do przodu. Jedynym jej źródłem informacji były wspólne lekcje i (o dziwo) Weronika. Założyła słuchawki. Nickelback " Lullaby". Przydałby mi się sen - pomyślała i w tym momencie usłyszała dźwięk dzwonków oznaczającego SMS.
"Pamiętaj dziś o 18 do Klaudii. Wera".
Spojrzała na zegar. Była już 15:47. Przyda jej się jakieś wyjście bo chyba zwariuje w domu. Zeszła do kuchni gdzie przywiódł ją zapach kopytek w ciemnym sosie. Jej mama stała przy kuchence. W tym roku kończyła 40 lecz na jej twarzy nie było ani jednej zmarszczki. Pracowała całymi nocami w szpitalu jako pielęgniarka i mimo tego na jej twarzy nigdy nie dało się zauważyć zmęczenia a z jej ust rzadko kiedy można było usłyszeć jakiekolwiek narzekanie. Obecnie ich dom zamieszkiwały tylko trzy osoby. Alicja, Marta oraz matka Kinga. Najstarsza z córek Garczyków, Marianna wyprowadziła się pół roku temu ze swoim chłopakiem. Ojciec wyjechał do Norwegii za pracą i rzadko się z nim widywali lecz mimo wszystko nie żyło im się najgorzej. Jedynym ich problemem był brat pani Garczyńskiej , Piotr. Cały czas domagał się większej części spadku po babce. Znowu wpadł w długi i popada w alkoholizm. Mimo że cała rodzina starała się m u pomóc nikogo nie słuchał. Pojawiał się raz na jakiś czas i robiła awantury.
- Pamiętasz o tym, że dziś wychodzę?- zapytała Alicja.
-Tak tylko wróć przed 11 bo nie chcę aby Marianna musiała wracać do siebie tak późno. Znowu zepsuł się ich samochód a dobrze sama wiesz jak to jest z autobusami. A i wracaj z kimś razem. Wtedy będę spokojniejsza.
- Jak zawsze, Mamuś.
-Bierz już lepiej obiad i zawołaj Martę na jedzenie.
- Jasne.
Wróciwszy do pokoju Alicja przebrała się w białą bluzkę w delikatny kwiecisty wzorek i do tego ciemne rurki. Długie włosy zaczesała w kłos i migiem nałożyła makijaż. Gdy była już gotowa zadzwonił dzwonek do drzwi. Razem z Weroniką wsiadły do 174 i ruszyły do Głównego na elbląską.
Na zabawie pojawiło się wielu jej znajomych, a wśród nich Aleks i jego przyjaciel Leo. Weronika prawie od razu znikła w tłumie zostawiając Alicję przy wejściu. Ta zabrała jednego drinka z tacy i usiadła na kanapie wraz z koleżankami. Po jakichś 4 godzinach zorientowała się że Werka wróciła już do domu i zostawiła ją samą.
-No cóż pora się już zbierać.
Pożegnała się z Klaudią i ruszyła w stronę wyjścia z grupą imprezowiczów. Niestety ledwo po zejściu że schodów zauważyła że nie zabrała torebki. Szybko po nią wróciła lecz grupa już dawno gdzieś zaginęła. Wtuliła się w kurtkę lecz cały czas miała wrażenie że ktoś ją obserwuje. Gdy stanęła na światłach ktoś pociągnął ją w tył za kurtkę.
-Dawaj mi kasę bo popamiętasz. I tak należy do mnie .
Oczom Alicji ukazała się twarz wuja.
-Nic nie mam. Daj mi spokój.
Było czuć od niego alkohol. Alicja szarpnęła się jak tylko najmocniej umiała i zaczęła biec ze łzami w oczach. Było jej go naprawdę szkoda, ale też się go panicznie bała. Wiedziała że kiedyś trenował sztuki walk i gdyby nie to, że był pijany nie udało by jej się wyrwać.Wciąż słyszała jego krzyki i wiedziała, że on też biegnie. Potknęła się i padła jak kłoda na ziemię pokrytą breją. Nie, musi wstać.Kuśtykając dalej próbowała uciec. Zamknęła oczy i próbowała obmyślić dalszą trasę. Jej w głowie również szumiał alkohol. Nagle wpadła na kogoś znowu się przewracając. Jej oczom ukazali się Leo i Aleksander. Krzyki ucichły zgubiła go.
- Nic ci nie jest? - pierwszy spytał Leo podając jej rękę.
- Nie - lekko wykrztusiła. Lecz gdy tylko wstała i poczuła ból w nodze, z jej ust wydobył się pisk. Pod prowadzili ją do najbliższej ławki i pomogli usiąść. Gdy Aleks pochylił się nad jej nogą aby ją obejrzeć. Leo znowu pytał:
- Przed czym tak uciekałaś A....?
Alicja prychnęła.
-Wiem że rozmawiałam z wami tylko raz ale imię osoby którą widuję się prawie codziennie powinno się pamiętać Leo?
-Alicja?!? Nawet ciebie nie poznałem wyglądasz jakbyś przeżyła w jakimś buszu tak z miesiąc. Naprawdę widać, że masz dziś szczęście. Jak tam jej noga stary ?
-Cała obdrapana i spuchnięta. Przydałby Ci się okład. Coś ty robiła?
Alicja przymknęła oczy i odpowiedziała cicho:
- Wystraszyłam się ptaka. To tyle.
Mimo oczywistego kłamstwa nikt o nic nie dopytywał.
-Trzeba ci pomóc wrócić do domu. Poczekaj chwilę zaraz tu będzie nasz transport.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz